Nie jem, nie gotuję... bo tęsknię!
Tęsknię za zielenią, za słońcem, a najmocniej - za Zielonym Słoneczkiem.
Dzielna będę, nie dam się, Słoneczko wróci :)
Ameryki nie odkrywam stwierdzając, że wreszcie zawitała do nas wiosna! I wszystko zaczyna odżywać, zazieleniać się, kwitnąć.. I mam na to dowody :)
Ale najważniejsze jest to, że Ola i ja rozkwitamy na nowo! A jakże! A jako, że dziś zostałyśmy dodatkowo przeszkolone w zakresie "racjonalnego gospodarowania sobą w czasie", więc na pewno uda nam się zrealizować wszystkie wymarzone kulinarne pokusy :) Na początek moja wiosenna zachcianka.
ZUPA BROKUŁOWA.
Jak już zdążyła zauważyć Ola, dla mnie brokułów nigdy dość! Tym razem "przerobione" zostały na wiosenną zupę :)
Ile to czasu zajęło mi przekonanie się do gotowania zup i zrozumienie, jak łatwo się je wyczarowuje... Zawsze wydawało mi się to sztuką tajemną i skomplikowaną.. A tymczasem wystarczy...
Ugotować porcję rosołową z odrobiną "wegety". Do rosołku wrzucić ulubione warzywa (w mojej zupie znalazły się: 1 cebula, pół selera, 1 por, 4 marchewki..)
Doprawić do smaku.. sól, pieprz, pietruszka..i inne ulubione zioła.
Następnie dodać najdelikatniejsze warzywa - brokuły i groszek (chyba, że wolimy zupę-krem) :)
Na koniec dodać jeszcze rozmieszaną zupę w proszku i śmietankę :)